Morska energetyka wiatrowa w Polsce: szanse i harmonogram inwestycji
Morska energetyka wiatrowa w Polsce weszła w fazę rzeczywistej realizacji. Pierwsze turbiny na polskim Bałtyku mają ruszyć przed 2030 rokiem, a docelowa moc zaplanowanych farm to 18 GW – więcej niż wynosi dziś łączne zainstalowane moce wszystkich polskich elektrowni węglowych. To największa inwestycja infrastrukturalna w historii kraju i kluczowy element transformacji energetycznej.
Dlaczego Bałtyk, dlaczego teraz?
Bałtyk należy do najlepszych lokalizacji wiatrowych w Europie – średnia prędkość wiatru wynosi 8–9 m/s wobec 5–7 m/s na lądzie. Farmy morskie osiągają 4000–4500 godzin pracy na pełnej mocy rocznie, podczas gdy lądowe – 2000–2500. To oznacza dwukrotnie wyższą produkcję z tej samej zainstalowanej mocy. Do tego brak konfliktów społecznych: farmy oddalone o 15–40 km od brzegu są niewidoczne i niesłyszalne z lądu, co przekłada się na 75-procentowe poparcie społeczne wobec 40% dla farm lądowych.
Konkretne projekty i harmonogram
Największym inwestorem jest Orlen z projektem Baltica 2 i 3 o łącznej mocy 2,5 GW, realizowanym wspólnie z duńskim Ørsted. Budowa ma ruszyć w 2025 roku, pierwsze turbiny – pracować od 2027 roku. Baltic Power (Orlen + Northland Power) to 1,2 GW planowane na 2026–2027. PGE realizuje grupę projektów Bałtyk I, II i III o łącznej mocy 3 GW z harmonogramem na lata 2027–2029. FEW Baltic II to kolejne 1,5 GW na 2028 rok. Razem – zgodnie z obecnymi planami – polskie farmy morskie wytworzą do 2030 roku ponad 40 TWh rocznie, co pokryje około 25% krajowego zużycia energii elektrycznej.
Turbiny, które zmienią Bałtyk
Na polskich farmach planowane są turbiny nowej generacji o jednostkowej mocy 12–15 MW – gigantyczne maszyny ze śmigłami o średnicy 220–240 metrów. Jedna taka turbina może zasilić ponad 10 000 gospodarstw domowych. Mniejsza liczba turbin na tej samej mocy zainstalowanej oznacza mniej fundamentów, mniej okablowania i niższe koszty eksploatacji w przeliczeniu na megawat.
Wyzwania i koszty
Budowa farmy morskiej to koszt 12–16 mln zł za megawat – trzy do czterech razy więcej niż farma lądowa. Projekt 1 GW to inwestycja rzędu 13–15 mld zł. Fundamenty morskie, specjalistyczne statki instalacyjne, podmorskie kable przesyłowe i stacje transformatorowe na morzu to koszty, których nie ma przy farmach lądowych. Polska nie ma dziś wystarczającej floty statków instalacyjnych ani portów zdolnych obsługiwać komponenty tej wielkości – trwa rozbudowa portów w Świnoujściu, Gdańsku i Gdyni właśnie pod potrzeby offshore.
Co to oznacza dla systemu energetycznego?
18 GW offshore w połączeniu z rozwojem fotowoltaiki i wiatru lądowego może do 2040 roku pokryć ponad połowę polskiego zużycia energii ze źródeł odnawialnych. Warunkiem jest jednak rozbudowa sieci przesyłowej łączącej Bałtyk z centrum i południem kraju – to kolejne kilkaset kilometrów linii wysokiego napięcia i dziesiątki miliardów złotych. Bez tej infrastruktury farmy morskie wyprodukują energię, której system nie będzie w stanie odebrać.